Gdzie się wybrać, by zobaczyć wulkan i wypocząć?

Turystyczny wyjazd na wakacje to nie tylko zasłużony wypoczynek. Często wyobrażając sobie ciepłe kraje,  wyobrażamy sobie piaszczysta plaże, palmy dookoła laguny, a na horyzoncie rysuje się wzniesienie wulkanu. Na ogół niosą one zniszczenie, jednak dzięki czujnikom sejsmicznym jesteśmy w stanie określić moment wybuchu każdego z nich, by zminimalizować straty i ryzyko. Nie musisz się zatem bać, że na wyjeździe spotka Cię niemiła niespodzianka. Gdzie zatem powinno się jechać, by móc je podziwiać, a jednocześnie nie stracić ani chwili z wakacji?

Najwyższy w Europie – Etna

Zdecydowanie planując wakacje nie można pominąć Sycylii. Największa na Morzu Śródziemnym wyspa oferuje bowiem nie tylko śródziemnomorski klimat, ale też turystyczne atrakcje. Jedną z nich jest Etna. Nawet w zimę jest on dostępny dla turystów – podczas gdy zbocza są zaśnieżone, można spędzić czas w kurorcie narciarskim.

Każde przebudzenie wulkanu sprawia, że zainteresowanie nim rośnie. Nic zatem dziwnego, że wszyscy tłumnie wybierają się nad ten aktywny wulkan. Trzeba jednak pamiętać, że dużą rolę podczas wycieczki odgrywa pogoda – najlepiej wybrać się tam w słoneczny dzień. Zwiedzanie tego miejsca może zająć co najmniej pół dnia. Na górę dostać się możemy piechotą lub wjechać kolejką wagonikową na wysokość 2500 m n.p.m. – w tym drugim przypadku resztę trasy pokonujemy również na pieszo lub w autach terenowych.

Niedaleko od Sycylii znajdują się Wyspy Liparyjskie – tam znajduje się kolejny wulkan warty zobaczenia. Ze Stromboli nieustannie unosi się strużka dymu. Ostatni wybuch tego wulkanu miał miejsce w 2019, co od stosunkowo niedawna rozbudza fantazje podróżników. Aby móc podziwiać wulkan Stromboli z bliska, trzeba wybrać jedną z dwóch opcji: albo przybyć na wyspę promem lub wodolotem, albo wziąć udział w wycieczce statkiem.

Przeczytaj również:  Gdzie znaleźć kryptydy – poradnik dla początkującego kryptozoologa

Głowa w diamentach – wulkan na Hawajach

Sama nazwa kompleksu wzięła się od pomyłki angielskich marynarzy – połyskujące z oddali kryształy kalcytu pomylili oni bowiem z diamentami. Mimo iż sam wulkan, a raczej wulkany, już wygasły, wzniesienia wyglądają bardzo efektownie – z lotu ptaka przypominają koronę. Wędrówka, która pieszo może sprawiać nieco trudności, zaczyna się w kraterze. Widoki ze szczytu Diamond Head są jednak na tyle zniewalające, że całkowicie rekompensują długie i męczące wejście.

Andy – ekwadorskie Cotopaxi

Ekwador jest obowiązkową pozycją, gdy fascynują nas wulkany. Znajdziemy tam nie tylko piaszczyste plaże i dżungle, ale też wysokie góry i wulkany – to właśnie z nich słynie to państwo. Jednym z imponujących wzniesień, które warto zdobyć, jest Cotopaxi.

Ostatnia erupcja Cotopaxi miała miejsce w 2015 roku – wulkan jest stale czynny. Dużym zagrożeniem jest lód, który pokrywa zbocze szczytu – sprawia to, że lawiny schodzą szybciej, niż normalnie. Bywa też tak, że lód i śnieg utrudniają zobaczenie krateru. Jeśli planujemy zdobyć szczyt Cotopaxi, musimy rozpocząć wędrówkę w nocy, by o świcie znaleźć się na górze – jest to jednak wędrówka odradzana każdemu, kto źle znosi różnice w wysokości.

Znikome zagrożenie bajkowej krainy – Landmannalaugar

Islandia jest krainą, której krajobraz zaskakuje i fascynuje. Multum wodospadów, osady wikingów, a nawet klify pełne maskonurów – każdy znajdzie tam atrakcje dla siebie. O dziwo, znajdziemy tam też wulkany.

Jednak to nie unoszący się zapach siarki zatyka dech w piersiach najbardziej – wspinając się na szczyt można podziwiać skały porośnięte mchem, pole zastygniętej lawy i żółte góry. Niektóre ze wzniesień mienią się również czerwienią i fioletem, co z pewnością przyczynia się do tego, że miejsce to przez wielu turystów uznawane jest za najpiękniejsze w całej Islandii.

Przeczytaj również:  Gdzie wybrać się na wakacje poza sezonem?